Moje klamerki mieszkają sobie cały rok na parapecie, na balkonie. Niestety ich stary domek nie wytrzymał kaprysów pogody i po prostu zaczął się rozpadać. Co by tu zrobić ? Wymyśliłam sobie że upoluję na giełdzie jakiś kuferek-skrzyneczkę, pomaluję i będzie bardziej trwałe. Ale żeby tam coś sensownego znaleźć trzeba czasu, a tu zima idzie a klamerki bezdomne.
No to tak na szybko przegląd zapasów i jest : stary koszyk-łubianka z odłamanym pałąkiem, nogawki od Jensów ( córci zachciało się krótkich spodenek ), zamek dwustronny wypruty ze starej kosmetyczki.
Trochę czasu przy maszynie i klamerki mają na zimę nowy domek. Nie zakurzą się, a ja mam czas na szperanie po giełdzie i szukanie tego idealnego kuferka.
Wiem że szycie nie jest perfekcyjne ale i tak jestem zadowolona, nigdy nie wszywałam tak zamka. Ale najlepsze że maszyna jakoś zechciała współpracować, bo z tym są największe kłopoty. Ach no i nic nie wydałam, a za to wykorzystałam to co było w domu.